12/25/2012

Cz. IV R. 14 - Po raz drugi

Rozdział 14 - Po raz drugi

    Dzisiaj mój pierwszy koncert. Pierwszy od wypadku. Boję się i to cholernie. Wszyscy mnie pocieszają, mówią, że pójdzie mi świetnie, że mam to we krwi. Wystarczy, że wyjdę na scenę i potem przypomnę sobie to wszystko. Ale bałam się, że sobie nie przypomnę.
    Od nowa uczyłam się tekstów piosenek, przypominałam sobie chwyty gitarowe do nich i jak je grać na pianinie. Dziewczyny pokazywały mi filmiki z koncertów, bym zobaczyła jak zachowuję się na scenie, co zwykle robię. Wszyscy starali się przełamać mój strach. Najgorsze jest to, że stałam się… nieśmiała. Każdy mi to powtarzał i wiem, że każdy się tego obawia w równym stopniu jak ja.
    Dzisiejszy koncert jest koncertem raczej kameralnym. Gramy w klubie, bym nie przeżyła szoku po tym jak zobaczę tysiące ludzi na trybunach. Koncert dla zaledwie setki ludzi miał być rozgrzewką przed koncertem dla tysięcy.

    Ubrana w czarne pseudo-skórzane legginsy, botki na zabójczo wysokim obcasie, czarny kusy top z wszytymi miseczkami stanika, na których były ćwieki i skórzaną ramoneskę mam wyjść na scenę. Do tego nienaganny, ostry makijaż i włosy jak zwykle lekko zakręcone na lokówce.
    - Powodzenia! - mówią wszyscy chórkiem i wypychają mnie na scenę. W drżącej dłoni trzymam mikrofon.
    Biorę głęboki oddech i idę. Mam miękkie kolana.
    Gdy wychodzę na scenę słyszę okrzyki fanów.
    Dziewczyny idą za mną.
    Uśmiecham się i czekam aż dziewczyny zaczną grać pierwszą piosenkę.
    Modlę się o to, by nie zapomnieć słów piosenki.
    Zaczynam śpiewać. Najpierw cicho, nieśmiało. Docieram do refrenu, w którym zaczynam dawać czadu. Rozkręcam się, czuję się coraz pewniej aż… zapominam tekst.
    Muzyka gra dalej.
    Fani śpiewają.
    A ja stoję na środku sceny i nie wiem co zrobić.
    Klękam i staram się nie rozpłakać z bezradności i swojego sieroctwa.
    Ktoś podchodzi do mnie i podnosi mnie.
    Po zapachu poznaję, że to Zayn.
    - Cii… Jest okej, nikt nie jest zły - mówi.
    Przytulam się do niego.
    Tylko pogarszam swoją sytuację, myślę.
    Ktoś wciska mi do ręki kartki.
    Spoglądam zza ramienia Zayn’a. Moim darczyńcą jest Niall.
    Uśmiecham się.
    - Dam radę - mówię cicho do Zayn’a.
    - Wiem to - odpowiada z uśmiechem.
    Schodzi ze sceny.
    - Przepraszam, nawaliłam - mówię do mikrofonu. - Postaram się to naprawić, ale chyba muszę się wspomagać kartkami… Mogę? - pytam.
    Nikt się nie sprzeciwia.
    - To jedziemy.

    Dalsza część koncertu przebiega bez większych komplikacji. W trudnych chwilach spoglądam na kartkę z tekstem i jadę dalej z piosenką. Między piosenkami rozmawiam z fanami. Czuję się… dobrze, żeby nie użyć określenia: “jak ryba w wodzie”.
    Po koncercie mam spotkanie z fanami, rozdaję autografy, pozuję do zdjęć i rozmawiam z fanami. Mówią mi, że jestem niesamowita, że mnie kochają… To wszystko wydaje mi się nierealne, zmyślone, chociaż jest moja rzeczywistość. To dzieje się naprawdę…
*
    - Zayn? - pytam cicho.
    - Tak? - Spogląda na mnie swoimi czekoladowymi oczami. Znam już to spojrzenie. Jest gotowy odpowiedzieć na każde moje pytanie.
    - Jesteś moim chłopakiem, więc wydaje mi się, że powinieneś to wiedzieć… - mówię. - Czy ja, czy my… kiedyś… - mamroczę. - Wiesz o co mi chodzi.
    Kąciki Zayna unoszą się lekko ku górze.
    -  Wiem, wiem. Tak, uprawialiśmy już seks - odpowiedział.
    Zaskoczył mnie tym z jaką łatwością wypowiedział słowo: “seks”. Nie wiem, czy mnie przeszłoby przez gardło równie łatwo co jemu. No cóż, może to dlatego, że jest ode mnie starszy.
    - Mhm. - Udaję, że nagle ciekawi mnie wzór zasłony.
    - A czemu pytasz? - dopytuje, kładąc mi dłonie na ramionach. Delikatnie całuje mnie w szyję.
    - Byłam po prostu ciekawa - odpowiadam.
    Wydaje mi się, że Zayn jest rozczarowany moją odpowiedzią, chociaż nie dał tego po sobie poznać. A może to ja po prostu myślę, że on jest ciągle napalony jak każdy chłopak w jego wieku?
*
    Całuję się z Zayn’em bez pamięci. Uderzam lekko plecami o ścianę. Moje ręce wędrują pod jego koszulkę. Dłonie Zayn’a tkwią na moich biodrach. Zsuwam swoje ręce na jego biodra i przyciągam chłopaka bliżej do siebie. Jesteśmy tak blisko siebie, że nawet kartka papieru się nie zmieści między naszymi ciałami. Odczuwam coś jakby… pociąg seksualny do Zayn’a. Chcę się z nim przespać. Tu i teraz.
    Napieram na niego całym swoim ciałem, a on stawia kilka kroków w tył. Kieruję nami w stronę łóżka. Będąc przed nim, zamieniamy się z Zayn’em miejscami.
    - Chcę tego - szepczę mu do ucha.
    - Jesteś pewna? - pyta, opierając swoje czoło o moje.
    - Oczywiście - odpowiadam, spoglądając w jego czekoladowe oczy.
    - Nie chcę cię skrzywdzić…
    - Nie mógłbyś tego zrobić - mówię i wpijam się z całą siłą w jego usta.
    Zayn ściąga moją koszulkę. Spogląda na moje piersi.    
    Moje policzki momentalnie różowieją.
    W odpowiedzi ściągam koszulkę Zayn’a, a następnie odpinam jego spodnie. Idzie mi to opornie bez patrzenia, jednak po chwili guzik ustępuje i rozpinam rozporek. Spodnie płynnym ruchem zsuwają się po jego nogach i lądują i u jego stóp. Zayn odwdzięcza mi się tym samym.
    Stoimy w bieliźnie o dwa kroki od siebie. Nawzajem przyglądamy się sobie z tą różnicą, że on zna moje ciało, a ja jego nie. Podchodzę do Zayn’a. Spoglądam na niego. On obejmuje mnie w talii i  przyciąga mnie do siebie. Za pomocą jednej dłoni szybkim ruchem odpina mój stanik. Wkłada palce pod jego ramiączka i delikatnie zdejmuje go do reszty.    
    Czuję się lekko skrępowana, będąc obnażona przed chłopakiem. Przegryzam dolną wargę i spuszczam wzrok.
    - Pytałem się czy tego chcesz… - westchnął.
    - Chcę. Nawet nie wiesz jak bardzo - odpowiadam. Chowam palce pod gumką z bokserek Zayn’a. Czuję pod nimi ciepłą i gładką skórę. Zsuwam bieliznę chłopaka. Spoglądam na jego krocze, a potem z powrotem na jego twarz. Zayn kładzie mnie na łóżku, klęka nade mną, mając między swoimi nogami moje ciało. Jedną ręką podnosi moje biodra do góry, by drugą zsunąć moje majtki. Jestem naga. Tak samo jak Zayn.
    Jego usta całują moją szyję, dekolt…
    - Jesteś piękna - szepcze.
    Kąciki moich ust drgną ku górze.
    Zayn pochyla się nade mną.
    - Jesteś pewna?
    - Jeśli jeszcze raz spytasz to się rozmyślę. - Kładę dłonie na jego ramionach i całuję go namiętnie.
    - Daj mi jeszcze chwilkę - mówi.
    Opuszcza na mnie na chwilkę. Po chwili wraca z prezerwatywą między palcami.
    - Mogę? - pytam.
    Zayn uśmiecha się i podaje mi biały kwadratowy woreczek.
    Zayn kładzie się obok mnie.
    Siadam okrakiem na jego udach. Otwieram paczuszkę i nakładam prezerwatywę na penisa Zayn’a, który jest już w zwodzie.
    - A to skąd pamiętasz? - pyta dociekliwie.
    - Co nieco jeszcze mi zostało w głowie - odpowiadam, unosząc jedną brew do góry.
    Zayn obejmuje mnie i zamieniamy się miejscami. Znów on jest nade mną.
    - Postaram się nie skrzywdzić cię - mówi, muskając moje usta.
    Rozchylam nogi. Czuję jak powoli penis Zayn’a wchodzi we mnie. Jego ruchy są spokojne, wolne. Nie czuję bólu ani niczego nieprzyjemnego. Wręcz przeciwnie - uczucie jakie temu towarzyszy jest miłe i… podniecające.
    - Szybciej - szepczę.
    Zayn spogląda z niedowierzaniem na mnie.
    - Wedle życzenia - odpowiada z uśmiechem.
    Zayn płynnie przyspiesza swoje ruchy.
    Odchylam głowę do tyłu, rozchylając wargi.
    Mój oddech przyspiesza, bicie serca tak samo.
    W moim ciele wrze ogień.
    Czuję, że za chwilę osiągnę szczyt. Nie jestem jednak pewna czy Zayn też.
    - Jestem już blisko, Zayn - mówię cicho.
    Zayn w odpowiedzi uśmiecha się, pokazując przy tym rząd śnieżnobiałych zębów.
    Zayn łapie moje nadgarstki i wygina moje ręce, tak że dłonie mam na wysokości głowy. Pochyla się nade mną, czuję jego oddech na swojej szyi.
    Krzykiem oznajmiam, że doszłam.
    Zayn powoli wychodzi ze mnie.
    Kładzie się obok mnie.
    Oboje wyrównujemy nasze przyspieszone oddechy.
    Wtulam się w Zayn’a.
    - Dziękuję - szepczę. - Dokładnie o to mi chodziło.
    ***
    Minęło parę dni, odkąd pokłóciłem się z Gosią. Usiłuję dodzwonić się do niej, jednak automatyczna sekretarka ciągle powtarza mi, że nie ma takiego numeru. W końcu inteligentnie wpadam na pomysł, by zadzwonić do któreś z jej przyjaciółek.
    - Czego chcesz? - syczy Julka.
    - Nie umiem dodzwonić się do Gosi, co jest grane? - pytam.
    Cisza.
    - Powiedz mi!
    - Gosia miała wypadek i to tylko i wyłącznie z twojej winy - mówi.
    To moje serce się złamało czy tylko mi się wydaje? Mój oddech gwałtownie przyspiesza.
    - Co jej się stało? - pytam po chwili.
    - Jest w śpiączce - odpowiada.
    - W którym szpitalu?
    Zuza podaje mi adres.    
    - Zaraz tam będę - mówię i się rozłączam.
    Ubieram buty, chwytam kurtkę i wybiegam z pokoju hotelowego.
   
    Widzę Gosię na szpitalnym łóżku. Jest tak blada jak pościel, którą jest otulona. Jej twarz nie wyraża żadnych emocji. Wygląda jakby nie żyła. Jej policzki nie są zaróżowione, usta nie są wygięte w uśmiechu… Przeraża mnie ten widok.
    Kładę dłoń na szybie, przez którą patrzę na Gosię.
    - Kiedy się wybudzi? - pytam.
    - Nikt tego nie wie - mówi Julka.
    - Muszę do niej wejść - mówię hardo.
    - Nie. Nikt nie może.
    - Muszę! - krzyczę na dziewczynę.
    Podchodzi do mnie jeden z tych kolesi z tego zespołu, przed którym grała Gosia.
    - Uspokój się - mówi. - Twój krzyk na nic się tu nie zda.
    - Nie uspokoję się. Moja dziewczyna leży tam, a ja nic nie mogę zrobić, nawet wejść do tej głupiej sali! - unoszę się.
    - Jak już to twoja była dziewczyna - prostuje Julka, co mnie jeszcze bardziej wkurza.
    - Idź już, jak coś się stanie to damy ci znać - mówi chłopak, kładąc mi rękę na ramieniu.
    Strząsam ją.
    - Mam nadzieję - odpowiadam oschle i wychodzę ostatni raz spoglądając na moją Gosię.
*
    Idę do szpitala. Gosia się wybudziła. Nie mogę się doczekać aż ją zobaczę.
    Przez szybę widzę jak rozmawia ze swoją mamą.
    - Chcę do niej wejść, porozmawiać z nią - mówię.
    - Nie możesz - odpowiada Julka.
    - Dlaczego?!
    - Ona nie wie o twoim istnieniu. Nikt jej o tobie nie powiedział. Nie chcieliśmy jej komplikować życia twoją osobą. Za dużo zawiłości jest w waszym związku. Ona i tak jest zagubiona. Nic nie pamięta.
    - Oszalałaś? - pytam.
    - Tak będzie dla niej lepiej, Cody.
    - A tatuaż? Ma wytatuowane moje  imię. Co może go przy okazji usunęliście, co? - pytam zjadliwie.
    - Nie będzie wiedziała o nim - odpowiada.
    To wszystko zwala się na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie wierzę w to co słyszę, mój świat zawala się.
    Wychodzę bez słowa.
    Już nie żyję.
____________________
Ta-dam!
Chcę Wam życzyć...:

Mam nadzieję, że te święta zaliczycie do udanych i że spełnią się Wasze marzenia, spotkacie się z bliskimi.... Życzę Wam tego z całego serca, a ten rozdział niech będzie takim prezentem (dobra nie do końca udanym skoro Gosia nie wie o istnieniu Codsa, ale... przecież na tym rozdziale opowiadanie się nie kończy. WSZYSTKO może się zdarzyć). Mam nadzieję, że uda mi się napisać świątecznego one shota z Codsem. Próbowałam już go pisać, ale mi nie szło. ;c

Zrobicie coś dla mnie? Dodałam nową notkę na swoim blogu: http://basia-wisniewska.blogspot.com/ a na tym blogu dodałam rozdział: http://conor-maynard-love-story.blogspot.com/ , wejdźcie na oba blogi, przeczytajcie moje wypociny i skomentujcie... Tak na świąteczny suprajs.

No to... Codsowych! xx

3 komentarze:

  1. OMG nieźle,ale czemu jej nie powiedzieli ;( ,mam nadzieje że Gosia w końcu sobie przypomni o Codym albo jakoś tak ;) ,czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. o ja zaebiste : ) znów cos sie dzieje, tak jak kiedys na początku ; o A tymczasem, życzę ci zdrowych, i pogodnych swiąt, no i szalonego sylwestra : ))))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!
Jeśli komentujesz jako Anonim, to podpisz się chociaż imieniem czy inicjałami, bo czasami chcę wiedzieć do kogo mam się odnieść w poście. :)