8/11/2012

Cz. IV R. 7 - Zależność


Rozdział siódmy – Zależność

***
Odbicie w lustrze informuje mnie, że z zewnątrz wyglądam całkiem spoko: kolorowy T-shirt, na który mam zarzuconą marynarkę, luźne spodnie i Tomsy. Włosy jak zwykle lekko zmierzwione. Jednak w środku jestem kompletnie nie spoko. Jestem kompletnie rozbity. Ledwo zebrałem się dzisiaj rano, by wstać, ogarnąć się i przyjechać tutaj. Najchętniej zaszyłbym się w swoim pokoju i z niego nie wychodził. Nie chcę wracać w trasę, chcę ratować swój związek. Wiem, że słowa Gosi były kłamstwem. Przecież rano w dniu swoich urodzin mówiła mi, że mnie kocha, a na drugi dzień, że mnie nienawidzi? Ot tak uczucia się nie zmieniają, nawet u dziewczyn.
Biorę głęboki oddech i po krótkim wprowadzeniu pary prowadzącej program, wchodzę na plan. Gdy tylko przekraczam linię parkietu słyszę pisk fanek. Uśmiecham się sztucznie i lekko macham ręką w stronę jednej z wielu kamer. Odwracam się w stronę moich Angels. Uśmiecham się szerzej, jakbym chciał zapewnić moje dziewczyny o tym, że ze mną jest wszystko w porządku.
- Dzień dobry – witam się, siadając na kanapie.
- Cześć, Cody – mówi facet koło trzydziestki z lekkim zarostem. Ma typowy australijski akcent, na który zapewne poleciała jego żona (poznałem po obrączce). 
- Cieszymy się, że przyjąłeś nasze zaproszenie i znalazłeś chwilę, by tu przyjść. Z tego, co wiemy masz teraz wolny tydzień, prawda? – pyta kobieta siedząca w niebieskiej sukience obok tego kolesia.
- Tak, mam właśnie wolny tydzień. W przyszłym tygodniu wracam do trasy koncertowej – odpowiadam. 
- Jak zaplanowałeś sobie ten czas? Śpisz do południa czy raczej aktywniej spędzasz ten czas? 
- Staram się załadować baterie na kolejną część trasy, więc łączę jedno z drugim: śpię do południa, a potem spotykam się ze znajomymi i zwykle łapiemy fale, jeździmy na rowerach, siedzimy w jednej z naszych ulubionych knajp albo po prostu oglądamy filmy. 
- Spotykasz się wciąż z Jennifer? – pyta kobieta.
Przegryzam dolną wargę. Byłem przygotowany na to pytanie. Wiedziałem, że jej imię dzisiaj padnie, w tym studio.
- Chwilowo nasz związek przeżywa lekki kryzys, jednak mam nadzieję, że szybko go zażegnamy – odpowiadam.
- Jest to związane z tym, że Jennifer wróciła do koncertowania? – dopytuje facet.
Zostaję zbity z pantałyku. 
Gosia i koncerty?! Nie to nie jest możliwe!
Ściągam brwi, marszcząc przy tym czoło.
- Nie, skąd – kłamię. – Cieszę się, że postanowiła dalej grać. Jestem zdania, że ma ogromny talent i potencjał, który powinna objawiać światu. – Uśmiecham się, by wyszło, że mówię prawdę.
Coś czuję, że jak wrócę do domu to muszę z nią poważnie porozmawiać, myślę. 
- W takim razie skąd ten kryzys? – pyta kobieta unosząc jedną brew lekko ku górze.
- W każdym związku bywają kryzysy. Nasz związek jest taki sam jak wszystkie inne na świecie. Też mamy wzloty i upadki – wzruszam ramionami.
***
- Och, zamknij się idioto – mówię, oglądając Cody’ego w jednym z porannych programów. 
- Idiota, a mimo to go kochasz – wcina się Zuza. Pokazuję jej język w odpowiedzi. 
- Słuchaj, on pewnie tu przyjdzie i będzie żądał wyjaśnień. Okłamałaś go w sprawie trasy, koncertów, powrotu do muzyki – mówi Liam. 
Rzucam mu jedno ze spojrzeń, które powinno zabijać.
- Nie mam nic wspólnego z tym kolesiem! – unoszę się wskazując dłonią kolesia w telewizorze.
- Kłamiesz – mówi Harry. 
- Jennifer, byłaś z gościem dwa lata. Macie wiele wspólnego.
- Niall, ogar! Dajcie wy mi wszyscy święty spokój, dobrze? Bo nie wiem, jak wy, ale ja mam zamiar odpocząć podczas tych paru wolnych dni. – Wstaję z kanapy i tupiąc idę na górę do swojego pokoju. Drzwi zamykają się z hukiem, omal nie wypadając z zawiasów. Siadam na parapecie, wtulając się w jedną z poduszek. Przyglądam się bransoletce, którą mam na nadgarstku i po raz kolejny analizuję znaczenie każdej z zawieszek. Anioł – bo jestem jego aniołkiem. Wieża Eiffla – bo Francja to mój ulubiony kraj. Serce – symbol miłości. Litery: C i G – Cody i Gosia. Kot – bo kocham koty. Mikrofon – bo oboje uwielbiamy śpiewać i dawać koncerty. Koniczynka – na szczęście. Liczba 16 – bo mam szesnaście lat. Symbol nieskończoności – bo nasza miłość ma być wieczna, aż po grób. Nutka – bo oboje zdradzamy siebie nawzajem z muzyką, naszą drugą miłością. Liczby: 1, 4, 3 – I love you. Aparat fotograficzny – hm… Chyba chodzi o wspomnienia. Często robimy sobie zdjęcia, które są wspomnieniami chwil szczęścia. Gitara – oboje gramy na gitarze i obok pianina to mój drugi ulubiony instrument. 
Słyszę, że ktoś wchodzi do pokoju. BEZ PUKANIA. Odruchowo spoglądam w tamtą stronę. W progu stoi Cody, a ja mam ochotę podejść do niego, walnąć go z całej siły w twarz i wyrzucić za drzwi. 
-  Czego chcesz? – warczę.
- Wyjaśnienia – odpowiada. Jego twarz jest bezuczuciową maską. 
- Nie mam ci czego wyjaśniać – mówię i spoglądam na swoje nogi. 
Słyszę, że podchodzi.
- Wyjdź stąd. Nikt ci nie pozwolił tu przychodzić.
- Ci kolesie z dołu mnie wpuścili.
Zabiję ich, przysięgam, że ich zabiję!, myślę. 
Cody usiadł naprzeciwko mnie. Skopiował moją pozycję. 
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, że chcesz wrócić do koncertów? – pyta, a widząc, że nie mam zamiaru odpowiadać, dodał: - Przecież bym ci nie zabronił. Wiem, że to kochasz. – Uśmiecha się delikatnie, usiłując stopić lody między nami,
- Bo powiedziałbyś, że mam jechać w trasę z tobą – odpowiadam. 
- Ale zapewne, gdybyś mi wyjaśniła o co ci chodzi przystanąłbym na twojej decyzji. Zależy mi po prostu na twoim szczęściu, zrozum to, Gosia. A teraz oboje zaczęliśmy siebie okłamywać. Coś zaczyna się między nami psuć i nie podoba mi się to. 
- A co to teraz zmieni, że ci powiem, dlaczego koncertuję?! Nic. Więc będzie lepiej, jak sobie pójdziesz – mówię. Duszę w sobie emocje, by nie uderzyć  Cody’ego. Jestem nabuzowana złością. Mam ochotę coś rozwalić i jeśli on zaraz sobie nie pójdzie to na nim wyładuję swoje emocje. 
- Szkoda, że tobie nie zależy na tym związku tak samo jak mi – mówi, po czym wstaje i wychodzi. Gdy słyszę, jak drzwi się zamykają, wgryzam się w poduszkę. Ciągle słyszę jego słowa, które niemal boleśnie obijają się mi o czaszkę: „Szkoda, że tobie nie zależy na tym związku tak samo jak mi”. Nosz kurwa mać! 
_________________
Krótki, ale stwierdziłam, że coś muszę dodać. Następny już będzie normalny, ale niech mnie wena napłynie. 
Wczoraj dodałam nową notkę ze zdjęciami z wakacji na: http://basia-wisniewska.blogspot.com/ . 
Xoxo


5 komentarzy:

  1. O nie ! Gosia ty czopie ! On Cię Kocha !♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha zgadzam się z koleżanką wyżej :D
    czekam na nowy ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadzam sie ze wszystkimi wyżej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hm... cody - mistrz improwizacji. Podziwiam, że jak się dowiedział, że Gosia zaczęła znowu koncertować to udał, że o tym wie i wszystko jest spoko. A co do samej Gosi to.. Jeny, mogłaby się przestać tak unosić dumą i pogadać z Codsem. No, ale przecie lepiej jest od niego uciekać, jakby to miało coś zmienić. Oh, szkoda, że ona tego nie widzi. Ale trzymam kciuki i liczę na jakiś zwrot akcji ^^
    Pozdr. xxx

    royal-life-with-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję!
Jeśli komentujesz jako Anonim, to podpisz się chociaż imieniem czy inicjałami, bo czasami chcę wiedzieć do kogo mam się odnieść w poście. :)